Zasady prowadzenia restauracji – komentarz do publikacji DGP

Piotr Jankowski        01 lutego 2017        Komentarze (0)

Wpadła mi ostatnio w ręce publikacja zamieszczona w Dzienniku Gazecie Prawnej, a dokładnie w Tygodniku Gazecie Prawnej (2-4 września 2016 TGP nr 34 (39)/DGP nr 170 (4317)) zatytułowana „Dekalog restauratora: jak zmniejszyć ryzyko sporów z klientami” opisująca zasady prowadzenia restauracji. Dostępna za odpłatnością tutaj.

Autorzy zamierzali przedstawić fundamentalne zasady, którymi powinni kierować się restauratorzy, aby uniknąć sytuacji, które narażają ich na proces z klientem a w efekcie utratę dobrego imienia. Jak to wyszło?

Nieszczególnie. Przede wszystkim – jeśli jesteś stałym czytelnikiem bloga to żadnych nowości w przytoczonej publikacji nie znajdziesz. W artykule wskazuje się dziesięć zasad, którymi powinien kierować się restaurator. Choć spokojnie można to odnieść do każdego przedsiębiorcy. Wskazano następujące zasady:

1. Mile widziana obecność psa asystującego niewidomemu – dość dawno pisałem o tym na blogu. Przykład jest bardzo kazuistyczny, a częstotliwość wystąpienia takich sytuacji raczej niewielka. Dziwi postawienie tego problemu na pierwszym miejscu, choć pewnie żadnej gradacji sytuacji nie dokonywano.
2. Zrozumienie problemu młodych matek – czyli o sprawie pewnej karmiącej matki z Sopotu. Ostatnio na FB wrzucałem link do newsa opisującego publikację wyroku w tej sprawie. Wystąpienie problemu – raczej rzadkie, choć przyznam, że dobrze być na to przygotowanym.
3. Monitoring wizyjny u pracodawcy – poruszałem ten temat na skutek informacji medialnych o nieśmiałych strajkach pracowników jednej z warszawskich restauracji.
4. Dbałość o dobry wizerunek restauracji – nie da się ukryć, że zasada jest istotna. Jest zarazem tak szeroka, że punkt 1 i 2 do niej należą, zaś instytucja dobrego PR jest tak znana, że trudno na nią dodatkowo uczulać. Aczkolwiek na temat dóbr osobistych restauracji i hotelu popełniłem oddzielny wpis.
5. Odpowiedzialność za odzież w szatni – to już kwestia popularna. W swoim wpisie wskazywałem, że co do zasady odpowiedzialności nie da się uniknąć.
6. Informacja o alergenach – o tym pisałem nawet trzykrotnie. Do tej pory najpopularniejszy temat na blogu i nie mniej kontrowersyjny. Najpierw o samym obowiązku informowania o alergenach, potem o rodzajach alergenów i w końcu o sposobach informowania.
7. Nieprzerzucanie odpowiedzialności na klienta – zasada ta opisana jest nieco chaotycznie. Otóż Autorzy podają, iż trzeba pamiętać, że przy oferowaniu potraw na specjalne życzenie klienta restaurator nie powinien wskazywać, że za tak przygotowane danie nie ponosi odpowiedzialności. Z tą częścią się nie do końca zgodzę. Jeśli danie jest na tyle wyjątkowe, że skierowane winno być do śmiałków (smakoszy) to pewne zabezpieczenia powinieneś poczynić i raczej korzystający nie będą mieli Ci tego za złe. Natomiast dalej Autorzy wskazują, że dotyczy to sytuacji kiedy restaurator umyślnie przygotowuje danie z produktów, które mogą zaszkodzić klientowi. No to już co innego. Jeśli ktoś stosuje takie praktyki to na moim blogu nie jest mile widziany i powinien zająć się czym innym.
8. Toalety nie tylko dla pracowników – o tym w komentarzu do artykułu dotyczącego warunków technicznych lokalu. Syntetycznie opisując problem można go streścić w ten sposób, że toalety dla klienta w samym lokalu co do zasady nie są obowiązkowe. Nie zmienia to faktu, że dostęp do takowych trzeba zapewnić, korzystając chociażby z uprzejmości osób władających takim dobrodziejstwem i znajdującym się w pobliżu. Nie zmienia to też faktu, że Sanepid może taki brak wykorzystać do wydania decyzji o niezatwierdzeniu lokalu, zaś uzyskanie zezwolenia na alkohol może okazać się niemożliwe.
9. Informowanie o wszystkich kosztach – tego tematu nie poruszałem. Aczkolwiek nie spotkałem się do tej pory, aby stosowane były koszty ukryte. Koszt serwisu, o którym mowa w artykule, doliczany do paragonów, wskazywany jest w menu. Przynajmniej tylko takie opcje do tej pory spotkałem. Jeśli zaś faktycznie zdarza się inaczej i serwis doliczony jest do końcowego rachunku bez uprzedzenia klienta to taką praktykę należy uznać za naganną i wbrew kodeksowi cywilnemu, a przy tym słusznie uwypukloną w artykule. Poza tym zasada ściśle związana jest z pkt 4.
10. Prawa autorskie – zasada, o której nie pisałem i która warta jest uwagi. Nie pisałem o tym z tego względu, iż temat jest dość popularny w internecie i dobrze opisany. Dużo też nie da się zrobić poza skorzystaniem z utworów na wolnej licencji. Szerzej w zakresie opcji umożliwiających uniknięcie opłat choćby na blogu Luka.

Na koniec dość obszernie zachwalano konieczność istnienia regulaminu restauracji. Jego wady i zalety przedstawiłem w poprzednim wpisie, w tym miejscu dodam jedynie, że w owym artykule przytoczono również komentarz jednego ze specjalistów-restauratorów, który wskazuje, że zgłoszenie policji zdarzenia o awanturującym się i nietrzeźwym kliencie nie doprowadziło do rozwiązania sytuacji, bo policja wyraziła ubolewanie nad brakiem regulaminu i z tego powodu nie podjęła interwencji.

Zdumiewa mnie świadomość prawna policji w zakresie regulaminu, skoro są one raczej nieznane w branży. Dziwi także ich podejście z innego względu. Przecież na tego rodzaju zachowanie odpowiedź znajdują przepisy Kodeksu wykroczeń i Kodeksu karnego dość wyraźnie i wystarczająco, a dodatkowo i może przede wszystkim art. 40 ustawy z dnia 26 października 1982 r. o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi, który mówi, że osoby w stanie nietrzeźwości, które swoim zachowaniem dają powód do zgorszenia w miejscu publicznym lub w zakładzie pracy, znajdują się w okolicznościach zagrażających ich życiu lub zdrowiu albo zagrażają życiu lub zdrowiu innych osób, mogą zostać doprowadzone do izby wytrzeźwień lub placówki, podmiotu leczniczego albo do miejsca zamieszkania lub pobytu, czy też jednostki Policji.

Jeśli zatem taka sytuacja rzeczywiście miała miejsce to powinna skutkować postępowaniem dyscyplinującym wobec funkcjonariuszy, a nie wprowadzeniem regulaminu zawierającego zakaz awanturnictwa.;)

Reasumując, po lekturze artykułu nie dowiesz się niczego nowego, jeśli oczywiście jesteś czytelnikiem bloga. 1/4 zasad uważam za zbyteczną bądź tak szeroką, że jasne są dla każdego obywatela prowadzącego biznes. Dwie sytuacje są bardzo kazuistyczne i rzadkie – trudno uznać je za zasadę. Jedynie kwestia o prawach autorskich znajduje uznanie, aczkolwiek jest tak lakoniczna, że niewiele wyjaśnia. Poza tym nie do końca pasuje do zamysłu publikacji, bo przecież żaden z klientów nie oceni restauracji niżej z uwagi na brak opłaconego ZAiKSu, bo i skąd może o tym wiedzieć.

Czytając bloga będziesz na bieżąco w kwestii zasad, czy obowiązków, jakich powinieneś przestrzegać, aby bez problemu prowadzić biznes gastronomiczny.

Pozdrawiam!

Oświadczenie o wartości sprzedaży napojów alkoholowych

Piotr Jankowski        25 stycznia 2017        Komentarze (0)

Drogi przedsiębiorco! Do 31 stycznia powinieneś złożyć oświadczenie o wartości sprzedaży poszczególnych rodzajów napojów alkoholowych. Nie przegap tego terminu, został Ci niemal tydzień!

Prawdę mówiąc to tydzień i dodatkowe 30 dni. Jednak korzystając z uzupełniającego terminu będziesz zobowiązany dokonać opłaty dodatkowej w wysokości 30% opłaty podstawowej za wydanie zezwolenia na alkohol.

Jeśli przekroczysz oba terminy, tj. 31 stycznia i dodatkowe 30 dni – Twoja „koncesja” wygaśnie. Warto o tym pamiętać, bo w takim przypadku będziesz miał możliwość ponownego złożenia wniosku o wydanie „koncesji” dopiero po upływie 6 miesięcy od wydania decyzji o wygaśnięciu. Lepiej nie ryzykować.;)

Istotne przy tym jest także to, że od wartości sprzedaży poszczególnych rodzajów alkoholu w roku poprzednim zależy opłata za zezwolenie, która może być wyższa od podstawowej, opłacanej przy złożeniu wniosku o wydanie zezwolenia.

Zerknij również, jakie zachowania spowodują cofnięcie zezwolenia na sprzedaż alkoholu.

Regulamin restauracji – czy jest potrzebny?

Piotr Jankowski        19 stycznia 2017        Komentarze (0)

Regulamin restauracji, czy treściwe tabliczki – który ze sposobów informowania klienta o regułach panujących w restauracji wybrać? Pytanie może nie jest stricte prawnicze, ale odpowiedź już tak – to zależy.

Zależy od lokalu i Twoich potrzeb. Duży lokal, organizujący liczne eventy i obsługujący rezerwacje stolików może pokusić się o regulamin. W pozostałej większości – szkoda zachodu. Z pewnością regulamin nie jest rzeczą niezbędną, czy nawet pożądaną. Czasem po prostu może być pomocny.

Dlaczego jestem raczej przeciwnikiem regulaminów aniżeli ich zwolennikiem?

Dlatego, że z regulaminem jest ten problem, że ciężko z nim trafić do klienta w taki sposób, aby ten mógł bez przeszkód zapoznać się z jego treścią. A to jest wymagane, aby mógł w ogóle mieć prawne zastosowanie. Trudno przecież wyobrazić sobie, że regulamin wywieszony przy wejściu do restauracji będzie czytany przez odwiedzających. Ba, może być nawet niezauważalny, bo klient raczej szuka miejsca aniżeli spisanych reguł. Zresztą, takie miejsce jest wysoce niefunkcjonalne. Tak samo, jeśli regulamin restauracji zostałby wyłożony przy barze bądź umieszczony w karcie menu. A chyba zgodzisz się, że posiadanie regulaminu przez lokale gastronomiczne nie należy do zwyczajów w naszym kraju.

Poza tym wprowadzenie pisemnych reguł, zasad, nakazów i zakazów nie jest mile widziane przez przeciętnego klienta. Restauracja nie powinna kojarzyć się ze ściśle spisanymi normami postępowania, bo klient przychodzi do lokalu, żeby wypocząć, spotkać się z przyjaciółmi, czy zwyczajnie i bezstresowo zjeść w knajpie. A nie po to, żeby czuć się jak uczniak.

Jedna jeszcze rzecz stanowczo przemawia przeciwko regulaminom. Przygotowując wpis przeczytałem treść wielu z tych, które dostępne są w internecie. Przeciwko każdemu z nich mógłbym wystąpić z pozwem o uznanie postanowienia wzorca umowy za niedozwolone bądź uznanie zapisu za nieważny w zwyczajnym postępowaniu cywilnym. Głównie dotyczyło to wyłączeń odpowiedzialności. Po co kolejne problemy, czy złudne przeświadczenie o potencjalnym oddaleniu wszelkich roszczeń?

Stąd uważam, że regulamin w restauracji jest rzeczą raczej zbędną, choć faktycznie w pewnych sytuacjach może być pomocny.

Chociażby w sytuacji rezerwacji stolika w lokalu, czy urządzania w nim imprez, ale wtedy też lepiej zawrzeć umowę. Może być też pomocny przy określeniu innych kwestii, które nie wiążą się bezpośrednio ze zwyczajną konsumpcją w lokalu. Wówczas jednak taki regulamin restauracji mógłby zostać umieszczony na stronie www lokalu, bo na miejscu i tak zawsze lepiej zapytać personel.

Jeśli już ktoś zażyczyłby sobie taki regulamin to proponuję zrobić go z głową i w zgodzie z kodeksem cywilnym.

O wiele bardziej zasadne aniżeli spisanie regulaminu będzie jednak udostępnienie kilku tabliczek z najważniejszymi informacjami, które ni mniej ni więcej również można traktować jako regulamin. Można więc wywiesić tabliczkę:

Pomijam już konieczność odpowiedniego wyedukowania personelu w zakresie nieszczęsnych alergenów, czy możliwości złożenia reklamacji. Uważam, że jest to sprawa jasna.;)

Podsumowując, z regulaminem możesz dać sobie spokój. Jeśli jednak chcesz, aby klienci postępowali zgodnie z Twoją wolą, dobrze ich o tym poinformować.

Pozdrawiam!

Zwrot kosztów za szkolenie pracownika

Piotr Jankowski        14 stycznia 2017        Komentarze (0)

Atrakcyjność lokalu wynika z wielu czynników, ale bez wątpliwości najważniejszym z nich jest dobra kuchnia. Żeby Twoja gastronomia, czy to w lokalu restauracyjnym, czy w hotelu mogła się takową pochwalić musi w niej pracować chef, a raczej szef kuchni z prawdziwego zdarzenia, z odpowiednim doświadczeniem i umiejętnościami. Żeby tak się stało, aktualne musi być ustawiczne podnoszenie kwalifikacji zawodowych przez Twój personel. W trakcie Waszej współpracy przydają się zatem różnego rodzaju szkolenia. Warto więc wiedzieć, kiedy przysługuje Ci zwrot kosztów za szkolenie pracownika.

Wyobraź sobie, że wysyłasz swojego szefa kuchni do Japonii, żeby poznał tajniki przyrządzenia fugu. Prawdę mówiąc ta ryba jest zakazania w Unii (Rozporządzenie NR 853/2004 z dnia 29 kwietnia 2004 r. ustanawiające szczególne przepisy dotyczące higieny w odniesieniu do żywności pochodzenia zwierzęcego – Załącznik nr III, Sekcja VIII, Rozdział V, lit. E), więc może nie fugu, a oryginalny rāmen, czy cokolwiek dalekowschodniego.

Zwrot kosztów za szkolenieSzkolenie w Japonii trwa półtora tygodnia. Bilet w dwie strony, zakwaterowanie, japoński mistrz = 30.000 PLN. W międzyczasie snujesz plany, wydarzenia, eventy, które mogą rozreklamować wyjątkowość Twojego biznesu. Witasz szefa z otwartymi rękoma, a on do jednej z nich wręcza Ci wypowiedzenie, bierze zaległy urlop i otwiera lokal parę przecznic dalej, gdzie daniem popisowym jest właśnie to, czego tajniki poznał na Dalekim Wschodzie.

Historia może dość nazbyt barwna, aczkolwiek nie niemożliwa. Częściej raczej zdarza się, że wysyłasz na szkolenie barmana, czy kucharza, aby poznał tajniki jednego z dań. Niemniej jednak efekt jest ten sam – stracisz pieniądze, jeśli odpowiednio się przed tym nie zabezpieczysz.

Jeśli starasz się wysyłać swoich pracowników na różne szkolenia nie możesz zapominać o odpowiedniej umowie o podnoszenie kwalifikacji zawodowych. Nie może w niej zabraknąć dwóch kwestii:

  • dokładnego określenia dodatkowych kosztów szkolenia (dojazdy, opłaty za szkolenie, zakwaterowanie itp.)
  • zobowiązania pracownika do pozostawania w zatrudnieniu po zakończeniu podnoszenia kwalifikacji (max. 3 lata).

Oczywiście umowa zawiera również inne elementy (czas trwania szkolenia, jego rodzaj, sposób potwierdzenia uczestnictwa itp.). Istotne również jest to, że umowa potrzebna jest wówczas, gdy pracodawca sam inicjuje podnoszenie kwalifikacji swojej kadry bądź godzi się na propozycje pracownika, proponuje dodatkowe profity w postaci ponoszenia opłat i zobowiązuje pracownika do pozostawania w zatrudnieniu przez określony czas. Inne przypadki pisemnej umowy mogą nie wymagać, zaś zwrot kosztów może nie przysługiwać, dlatego każdą sprawę trzeba analizować indywidualnie.

Kiedy zatem zwrot kosztów za szkolenie pracownika będzie zasadny?

Zgodnie z treścią przepisu art. 1035 kodeksu pracy, dotyczy to pracownika:

  • który bez uzasadnionych przyczyn nie podejmie się podnoszenia kwalifikacji zawodowych albo przerwie podnoszenie tych kwalifikacji,
  • z którym pracodawca rozwiąże stosunek pracy bez wypowiedzenia z jego winy, w trakcie podnoszenia kwalifikacji zawodowych lub po jego ukończeniu, w terminie określonym w umowie,
  • który w okresie wskazanym wyżej rozwiąże stosunek pracy za wypowiedzeniem, z wyjątkiem wypowiedzenia umowy o pracę z przyczyn związanych z mobbingiem (art. 943 Kodeksu pracy)
  • który w okresie wskazanym wyżej rozwiąże stosunek pracy bez wypowiedzenia z winy pracodawcy, także z uwagi na mobbing (art. 55 Kodeksu pracy lub art. 943 Kodeksu pracy), mimo braku przyczyn określonych w tych przepisach.

Pracownik podnoszący kwalifikacje zawodowe jest obowiązany do zwrotu kosztów poniesionych przez pracodawcę na ten cel z tytułu dodatkowych świadczeń, w wysokości proporcjonalnej do okresu zatrudnienia po ukończeniu podnoszenia kwalifikacji zawodowych lub okresu zatrudnienia w czasie ich podnoszenia. Oznacza to, że jeśli umowa ulegnie rozwiązaniu po roku na skutek wypowiedzenia złożonego przez pracownika, przy ustaleniu 3-letniego okresu odpracowania bądź pracodawca dyscyplinarnie zwolni go z pracy – do zwrotu pozostanie 2/3 kosztów szkolenia.

Trzeba o tym pamiętać szczególnie w czasach, kiedy o dobrego pracownika wcale nie jest łatwo.

Pozdrawiam!

Franczyza biznesu gastronomicznego – o czym pisze Własny Biznes FRANCHISING

Piotr Jankowski        12 stycznia 2017        Komentarze (0)

Zaciekawił mnie ostatnio nowy numer czasopisma „Własny Biznes FRANCHISING” Nr 1/2017 (143). Nie lada gratka dla entuzjastów i przedsiębiorców z branży gastro, bo franczyza biznesu gastronomicznego to motyw przewodni tego numeru.

W numerze znajdziesz przede wszystkim opis sytuacji biznesu gastronomicznego w Polsce, także w nawiązaniu do franczyzy w tym sektorze. Wskazuje się, że liczba punktów franczyzowych w gastronomii  w roku 2016 wynosiła 3400, zaś liczba sieci franczyzowych w gastronomii w roku 2016 to 185. Całkiem sporo. Dodaje się, że gastronomia to najsilniej rozwinięty sektor franczyzowy.

Nie dziwię się. Ostatnio przygotowuję proces wprowadzenia modelu franczyzowego dla jednego z przedsiębiorców i przyznam, że liczby, perspektywy i dotychczasowe wyniki robią wrażenie. Oczywiście wszystko zależy też od lokalizacji, danego rynku, świadomości i gustu mieszkańców, czy też pogody i szczęścia. Niemniej jednak wykorzystanie sprawdzonych już pomysłów, korzystanie z utrwalonych rozwiązań oraz dostępność franczyz, które nie wymagają wysokich nakładów i doświadczenia stanowią smaczny kąsek. Na pewno warto zapoznać się z dostępną ofertą.

Tu właśnie przychodzi z pomocą Własny Biznes Franchising. W opisywanym numerze znajdziesz kilkadziesiąt opisów franczyz z branży gastronomicznej oraz szereg reklamujących się przedsiębiorców. Oczywiście trzeba mieć na uwadze i to, że jeśli ktoś znalazł się w czasopiśmie to wcale nie musi oznaczać, że jest to najlepszy wybór. Dlatego warto też poszukać czegoś w internecie.

Nie sposób również pominąć, że w piśmie wypowiadają się tuzy polskiej gastronomii: Wojciech M. Amaro, Karol Okrasa i Magda Gessler. Na pewno można z nich wyłuskać parę ciekawych i przydatnych niuansów.

W środku znajdziesz również ciekawy wywiad z Grzegorzem Łapanowskim, prowadzącym Food Lab Studio, gdzie organizuje się m.in. warsztaty kulinarne, pokazy, degustacje, ale i inne eventy nie zawsze związane z gastronomią. Z treści tej rozmowy płynie bardzo ważna lekcja – przed rozpoczęciem biznesu trzeba policzyć jego koszty.

Zachęcam Cię zatem do zapoznania się z pismem. Zaznaczam przy tym, że jest to wyłącznie moja subiektywna ocena, nie wsparta żadną materialną zachętą do reklamy. Pismo po prostu jest w dość przystępnej cenie i zawiera parę fajnych informacji, a Ciebie może zmotywuje do działania.

Pozdrawiam!