Umowa z kucharzem – czy mogę zatrudnić kucharza na umowę o dzieło?

Piotr Jankowski        09 listopada 2017        Komentarze (0)

Sposobów przyjmowania do pracy w przedsiębiorstwach jest kilka. Umowa o pracę, umowa zlecenia, umowa o dzieło, kontrakty, praktyki, staże, czy korzystanie z pracowników tymczasowych bądź agencji zatrudnienia. Ten wpis chciałbym rozpocząć od konkluzji – o tym, jaki charakter prawny ma umowa łącząca daną osobę z przedsiębiorcą decydują okoliczności danego stosunku umownego i treść umowy, a nie jej nazwa i zgodne stanowiska stron. Zatem jaka umowa z kucharzem powinna występować w gastronomii?

Krótko mówiąc i co do zasady: umowa o pracę bądź umowa zlecenia.

Jeszcze tytułem wstępu – okres, w którym piszę te słowa to także okres, w którym Zakład Ubezpieczeń Społecznych jest szczególnie uczulony na prowadzenie kontroli i uznawanie poszczególnych umów za takie, które doprowadzą do wpływu do państwowej kasy odpowiedniej daniny. Bo co szczególnie istotne, od umowy zlecenia należy odprowadzić niemalże te same składki, które odprowadza się przy umowie o pracę. Przeciwnie zaś przy umowie o dzieło, która oskładkowana nie jest.

Przechodząc do rzeczy – umowa z kucharzem z reguły będzie umową o pracę bądź umową zlecenia. Świadczy o tym szereg okoliczności, a przede wszystkim zakres obowiązków. Oczywiście może zdarzyć się tak, że zatrudnisz na swojej kuchni osobę, która w konkretny wieczór ma wykonać konkretne dzieło dla konkretnych osób i tutaj pole do popisu jest szerokie. Jednak na co dzień, umowa z kucharzem nie będzie umową o dzieło, jeśli będzie ją charakteryzować:

  • powtarzalność – nawet przy założeniu, że menu ustalane jest przez kucharza i zmienia się co tydzień; powtarzalność oznacza, że każdego dnia wykonuje się tę samą pracę w oparciu, co do zasady, o te same składniki i recepturę.
  • ogólność i pobieżność – jeśli w umowie zwarte są stwierdzenia, że obowiązkiem kucharza jest opracowywanie i przygotowywanie posiłków oraz ich wydawanie, a czasem też obsługa baru, czy imprez okolicznościowych to taki zakres uznawany jest za ogólny. Inaczej wyglądałaby sprawa, gdyby ustalić, że dany kucharz ma wykonać 1000 szt. sushi w ciągu 24 godzin z ustaleniem jaki dokładnie rodzaj sushi ma być wykonany.
  • rezultat pracy kucharza nie jest określony – j.w. Innymi słowy, dopiero dokładne określenie dzieła, jakie ma wykonać dany kucharz może pozwolić uznać, że jest to umowa o dzieło. Rezultat umowy o dzieło powinien być bowiem obiektywnie osiągalny i w konkretnych warunkach pewny. Nie można uznać za dzieło czegoś, co nie odróżnia się w żaden sposób od innych występujących na danym rynku rezultatów pracy. Dzieło powinno posiadać charakterystyczne, wynikające z umowy cechy, umożliwiające zbadanie, czy dzieło zostało wykonane prawidłowo i zgodnie z indywidualnymi wymaganiami bądź upodobaniami zamawiającego. Nie można bowiem uznać za dzieło czegoś, co nie odróżnia się w żaden sposób od innych występujących na danym rynku rezultatów.
  • brak odpowiedzialności za wady – bo jakie wady może mieć potrawa? Chyba, że mają mieć konkretny wygląd i gramaturę – tu więc jest pole do popisu. Sam brak odpowiedzialności już wskazuje, że umowa z kucharzem nie powinna przybierać formy dzieła, bowiem kucharz odpowiada za staranne działanie nie za rezultat choćby w postaci wystawienia przez klienta 5 gwiazdek za smak na tripadvisorze.

Klienci często próbują przedstawić mi argumenty, ze przecież druga strona godziła się na taką umowę i dlaczego ktoś ma ingerować w swobodę umowy. Ano rządzący tym krajem zdecydowali niegdyś, że swoboda umów jest oczywiście dopuszczalna, ale umowa musi być zgodna z bezwzględnie obowiązującymi przepisami, właściwością stosunku prawnego i zasadami współżycia społecznego. Zamiar zawarcia umowy o dzieło, a także świadome podpisanie takiej umowy, nie może zatem zmienić charakteru zatrudnienia zainicjowanego taką umową, jeśli zatrudnienie wykazuje w przeważającym stopniu cechy innego stosunku prawnego. Tym bardziej, że (nie oszukujmy się), wielu nie zdaje sobie sprawy z istniejących różnic.

Sąd Apelacyjny w Poznaniu w wyroku z dnia 19 kwietnia 2016 r. (III AUa 1486/15) wskazał, że bez względu na to w jakich słowach opisze się obowiązki kucharza/kelnera i ich znaczenie dla współczesnej branży gastronomicznej, czynności wykonywane przez wymienione osoby nie będą prowadziły do powstania dzieła – zmaterializowanego albo niezmaterializowanego produktu finalnego. Zatem powyższe zasady ogólne można odnieść do wszystkich osób zatrudnionych w branży horeca. Kucharzy, kelnerów, osoby sprzątające i obsługujące gościa.

Czasem decyzje o zastosowaniu tej czy innej umowy, która umożliwi oszczędności przynajmniej przez pewien okres podejmowane są świadomie. Dlaczego? Przyczyny są dwie. Albo zaoszczędzone na składkach pieniądze przedsiębiorca inwestuje (w siebie, czy działalność) albo płaci większą kwotę kucharzowi. Trzeba jednak pamiętać, że o kontrolę można się potknąć i nabić sobie dużego guza.

Jeśli chcesz otrzymać umowę z kucharzem – napisz do mnie.

Umowa z kucharzem

W jednej z warmińskich gmin, tamtejsi radni podjęli uchwałę dotyczącą godzin otwierania i zamykania placówek handlu detalicznego, zakładów gastronomicznych i usługowych. Przyjęto m.in., że zakłady gastronomiczne oraz ogródki piwne do nich przyległe mogą być otwarte do 24 (pon-czw i niedziela) oraz do 1 w nocy (w piątki i soboty). Łaskawie wyłączono jednak spod tego zakazu organizowanie imprez rozrywkowych, o ile ma to miejsce w placówkach, które mogą sobie pozwolić na zamknięcie pomieszczeń.

Oj jak mi nie w smak taki interwencjonizm samorządowy. Jaki cel ma wprowadzanie takich zakazów? Kogo ma uchronić i przed czym? Czy prawo do spokojnego odpoczynku nocnego części mieszkańców musi oznaczać, że klimatyczny lokal gastronomiczny nie może poczęstować swoich gości posiłkiem po północy? Ociera mi się to o absurd. Przysłowiowe dziecko zostało wylane podczas tej kąpieli.

Bo oczywiście zdaję sobie sprawę, że ta kąpiel ma związek ze sprzedażą alkoholu i często idącym z nią w parze chuligaństwem, zakłócaniem ciszy nocnej i bandyterką. Ale to są problemy powszechnie występujące wszędzie. Czym wobec tego winne są lokale, które chcą prowadzić kulturalną działalność gastronomiczną? Albo sklepy spożywcze? Bo one też objęte były tą uchwałą.

Istnieje szereg różnych środków, które zapobiegają i skutecznie eliminują działalność lokali, które faktycznie mogą w pewnym stopniu przyczyniać się do zachowań zabronionych. Dla przykładu wystarczą dwa udokumentowane przypadki naruszenia porządku publicznego (choćby zakłócanie ciszy nocnej) albo udokumentowana sprzedaż alkoholu osobie poniżej 19 roku życia, a zezwolenie na sprzedaż alkoholu zostanie cofnięte.

Otwieranie i zamykanie lokali gastronomicznych

Tego rodzaju obostrzenia można spotkać niestety w wielu gminach w kraju. Na szczęście wielu przedsiębiorców nie godzi się z takim ograniczeniem ich swobody działalności, zagwarantowanej przecież ustawą zasadniczą. W efekcie podejmuje się próby skarżenia niekorzystnych uchwał (przez Wojewodę albo sądy administracyjne) i akurat w tym przypadku przyniosło to pozytywny skutek. Uchwała została uznana za nieważną przez Wojewodę Warmińsko-Mazurskiego, wobec czego w chwili obecnej lokale powinny działać w sposób nieskrępowany.

Warto mieć na uwadze, że otwieranie i zamykanie lokali gastronomicznych winno leżeć w gestii przedsiębiorcy, zaś ustaleni sztywnych dni i godzin przez organ samorządu terytorialnego może stanowić naruszenie swobody działalności gospodarczej. Choć co prawda sądy administracyjne nie do końca aprobują wskazane stanowisko.

Pozdrawiam!

Wykaz składników potrawy w restauracji

Piotr Jankowski        25 października 2017        Komentarze (2)

Niniejszy wpis jest wynikiem śmiałych zapytań części Czytelników kierowanych via e-mail i sprowadzających się do pytania: czym jest ten przeklęty wykaz składników potrawy i jak czynić zadość obowiązkom?

Okazuje się bowiem, że wykaz składników potrawy w restauracyjnym menu jest trudną potyczką w kontakcie z organami urzędowej kontroli żywności. Może z tego względu, że w dalszym ciągu reguły gry nie do końca znane są przedsiębiorcom. A może z tego, że obowiązek wykazywania składników potraw jest skonstruowany nieczytelnie. Na dodatek, w zależności od organu, jest on inaczej interpretowany. A może też z uwagi na zwykłe przeoczenie.

Koniec końców, jak się okazuje wyniki tej potyczki też są dotkliwe, bo zdarzają się już mandaty za braki w menu. Uspokajam więc wszem i wobec, i podaję, że prawidłowo skonstruowany wykaz składników to kaszka z mleczkiem i w bardzo prosty sposób można wpleść go do menu.

Jeszcze tytułem wstępu – obowiązek w zakresie znakowania wprowadził Minister Rolnictwa w rozporządzeniu z dnia 23 grudnia 2014 r. w sprawie znakowania poszczególnych rodzajów środków spożywczych. Oznacza to, iż nie jest to wymysł europejski, bowiem rozporządzenie europejskie w tej kwestii daje krajom członkowskim wolną rękę. Istnieje więc możliwość walki na szczeblu krajowym, aby ten obowiązek znieść bądź go nieco zliberalizować tudzież oprawić w konkretne, i jasne dla wszystkim ramy.

Wskazane rozporządzenie opisuje w art. 19, że w przypadku środków spożywczych oferowanych do sprzedaży konsumentowi finalnemu lub zakładom żywienia zbiorowego bez opakowania lub w przypadku pakowania środków spożywczych w pomieszczeniu sprzedaży na życzenie konsumenta finalnego lub ich pakowania do bezzwłocznej sprzedaży podaje się wykaz składników – zgodnie z art. 18-20 rozporządzenia nr 1169/2011, z uwzględnieniem informacji, o których mowa w art. 21 tego rozporządzenia – czyli obowiązek informowania o alergenach.

Wykaz składników potrawy najprościej umieścić pod jej nazwą. Wcale nie musi wyjść z tego książka kucharska. Wykaz obejmuje wszystkie składniki środka spożywczego, w malejącej kolejności ich masy w momencie użycia składników przy tworzeniu dania. Zerknij, jak fantastycznie, a jednocześnie nierealnie dla małego lokalu i na szczęście zbyt pieczołowicie robi to SPHINX. Zbyt pieczołowicie, bo w mojej ocenie restauracja nie ma obowiązku podawania ilości składnika (w %) lub kategorii składników użytych do wytwarzania lub przygotowania danego dania.

Moja rada, rodząca się w czasie trywialnej próby stworzenia pożywnego obiadu, jest następująca.

  1. Po pierwsze – pod nazwą potrawy umieść nazwy najważniejszych składników. Uwaga, podaję przykład. DANIE APLIKANTA: kotlet ze schabu wieprzowego w panierce z bułki tartej i jajka, z ziemniakami z wody, ogórkami w 18% śmietanie i przyprawami. Pod spodem, wyróżniającą się czcionką (np. pogrubioną) możesz wpisać nazwy występujących lub mogących wystąpić alergenów. Np.: może zawierać alergeny: orzechy, glutenC’est tout. Nic więcej. Nie trzeba wyliczać procentów, podawać gramatury.
  2. Po drugie – kontakt z Sanepidem lub Inspekcją Handlową i ustna prośbą o pomoc albo pisemny wniosek o interpretację przepisu art. 19 z polskiego rozporządzenia Ministra Rolnictwa i udzielenie odpowiedzi o to, jak ma wyglądać wykaz składników potrawy w restauracji.
  3. Po trzecie – obowiązek dotyczy każdej potrawy, bo dla przykładu sałatka grecka też posiada swoje składniki.

Wykaz składników potrawy

 

Powyższej przedstawiono najważniejsze kwestie jeśli chodzi o wykaz składników potrawy. Jeśli chcesz poczytać o tym więcej, musisz zajrzeć do rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) nr 1169/2011 z dnia 25 października 2011 r. w sprawie przekazywania konsumentom informacji na temat żywności, zmiany rozporządzeń Parlamentu Europejskiego i Rady (WE) nr 1924/2006 i (WE) nr 1925/2006 oraz uchylenia dyrektywy Komisji 87/250/EWG, dyrektywy Rady 90/496/EWG, dyrektywy Komisji 1999/10/WE, dyrektywy 2000/13/WE Parlamentu Europejskiego i Rady, dyrektyw Komisji 2002/67/WE i 2008/5/WE oraz rozporządzenia Komisji (WE) nr 608/2004. Do ściągnięcia tutaj – wersja na dzień publikacji artykułu.

Nie taki diabeł straszny. Ale co Wy na to, żeby skierować zapytanie do Ministra Rolnictwa, czemu taki niewdzięczny obowiązek na Was nałożył?

Pozdrawiam!

Obowiązek informacji o alergenach we Włoszech

Piotr Jankowski        20 października 2017        Komentarze (0)

Bywając w restauracjach zawsze zwracam uwagę, czy obowiązek informacji o alergenach jest realizowany. Z pewnością coraz więcej restauratorów zdaje sobie sprawę, że istnieje coś takiego jak alergeny. Może także dzięki temu blogowi, bo w dalszym ciągu wpisy w tym przedmiocie cieszą się największą popularnością. W sytuacji, gdy informacja o alergenach jest niewidoczna bądź w ogóle jej brak często pytam obsługę, czy coś na ten temat wiedzą.

Niestety jest i tak, i to nawet w restauracjach aspirujących do wyższej ligi, że obowiązek nie jest znany. Niemrawym pocieszeniem może być okoliczność, że nie tylko w Polsce są to obowiązki, do których mało kto przykłada większą uwagę.

Kwestia obowiązkowego informowania o alergenach nie jest wymysłem polskiego ustawodawcy. Obowiązek ten przewiduje ustawodawstwo europejskie i tak dla przykładu we Włoszech również można spotkać się z informacją o szkodliwych dla części z konsumentów składnikach.

Alergeny we Włoszech - sposób informowania

 

Jak widać włoskie restauracje posługują się dość lakonicznym sposobem informowania. W wolnym tłumaczeniu obowiązek zrealizowany jest poprzez wskazanie, że istnieje rozporządzenie 1169/2011 oraz, że w potrawach mogą być alergeny, które też są skrupulatnie wyliczone, zaś w razie pytań należy kierować się do obsługi sali. Co ciekawe, we Włoszech niemal 100% obsługi sali to mężczyźni – myślę, że proporcje w tym aspekcie są zupełnie odwrotne, jak u nas.

Stając niejako w obronie polskiego restauratora dodam, że z ok. 8 restauracji w których byłem, tylko jedna wypełniła europejski obowiązek.

Swoją drogą lokal był świetny. Przede wszystkim jego atmosfera, obsługa, wystrój no i oczywiście jedzenie. Jeśli będziesz w okolicach Watykanu i chcesz zobaczyć oraz poczuć klimat typowo włoskiej restauracji (ta akurat oblegana była głównie przez lokalnych mieszkańców) – powinieneś tu zajrzeć. Ja co prawda byłem w sobotni wieczór, czyli w momencie, gdy od włoskiej atmosfery wręcz kipiało, ale myślę, że o każdej porze miejsce przypadnie Ci do gustu. Zresztą, wycieczka tam w porze szczególnie popularnej spowoduje, że będziesz stał w kolejce do wejścia (kolejka to chyba drugie imię Rzymu).

Pozdrawiam!

Zajęcie pasa ruchu drogowego pod ogródek gastronomiczny

Piotr Jankowski        28 czerwca 2017        Komentarze (0)

W jednym z pierwszych wpisów na blogu radziłem co trzeba uczynić, aby można było przyjmować gości na świeżym powietrzu mając swój ogródek gastronomiczny. Jeśli ogródek prowadzony jest na terenie należącym do miasta, dla przykładu na deptaku starego miasta, konieczne jest zajęcie pasa ruchu drogowego oraz konieczność ponoszenia opłat.

Istotne w kwestii opłat za zajęcie pasa ruchu drogowego jest ustalenie, jak obszar należy podstawić do równania. Sytuacje mogą być przecież różne. Szukając logicznych rozwiązań można przyjąć, że za zajęcie uznaje się wyłącznie ustawienie drewnianego podestu, na którym stoją stoliki, parasole i z którego korzystają goście. Stanowisko jest dość jasne i z pewnością chętnie wykorzystywane przez restauratorów. Taka sytuacja zresztą też jest najczęstsza. Łatwo jednak wprowadzić się w maliny, bo co w sytuacji, gdy podest jak mniejszy, aniżeli rozpiętość parasoli? W takiej sytuacji niestety organy administracyjne stosują inną koncepcję.

Ogródek gastronomiczny

Według niej, obszar zajęcia wyznaczają parasole, a konkretnie ich rozpiętość, albowiem o zajęciu pasa drogowego decyduje nie tylko zajmowanie gruntu na powierzchni chodnika, ale również przestrzeni nad chodnikiem. Często trudno przyjąć to moim klientom do wiadomości, choć jest to stanowisko już znane i zdecydowanie dominujące. Jest to oczywiście koncepcja niekorzystna, bo oznacza wyższą opłatę za obszar, który de facto nie jest wykorzystywany do prowadzonej działalności.

Takie stanowisko niestety aprobuje też orzecznictwo administracyjne. Wypowiedział się w tej kwestii Naczelny Sąd Administracyjny (II GSK 113/12), który uznał, że przy obliczaniu powierzchni zajętego pasa drogowego uwzględnić należało fakt, iż chodnik, który ma szerokość 3 metrów został całkowicie zajęty, bowiem rozpiętość parasola ocieniającego ogródek zajmowała całą szerokość istniejącego chodnika. Urządzony przez skarżącego ogródek oraz ustawione w nim parasole powodowały nieuniknioną kolizję pomiędzy podstawową funkcją chodnika, jaką jest obsługa ruchu pieszych a zajęciem pasa drogowego w celu urządzenia ogródka piwnego.

Dobrze o tym pamiętać, bo kary bywają dotkliwe. Stanowią 10-krotność opłaty ustalanej przed zajęciem pasa ruchu drogowego.